Główną zalętą ula wielokorpusowego jest możliwość operowania całym korpusami zamiast pojedyńczymu ramkami.
ABY PRZYBLIŻYĆ, szczególnie nowym pszczelarzom, problemy uli wielokorpusowych styropianowych i możliwości ich rozwiązania, należy przypomnieć geometrię dawnych barci. Pomijając tereny Kaukazu, większość rodzin pszczelich gnieździła się w dziuplach drzew, czyli przestrzeń barci była wydłużona w kierunku pionowym, co stanowi pewną analogię do ula wielokorpusowego, wtedy gdy pszczoły zajmują więcej niż jeden korpus. Stąd pierwszy wniosek, że w okresie letnim stwarzamy pszczołom w ulu wielokorpusowym warunki zgodne z ich „kodem genetycznym”, co może korzystnie wpłynąć na pracę w czasie zbiorów. Zimując pszczoły na jednym korpusie, łamiemy natomiast ten kod. Jednak w przypadku dwóch lub więcej korpusów wypracowujemy korzystny kompromis, choć szeroki korpus oziębiłby zbytnio gniazdo, z czego pszczoły również nie byłyby zadowolone.
Warto zaznaczyć, że pszczoła kaukaska w swoim naturalnym środowisku gnieździ się w barciach leżących. Dlatego dobrze czuje się w ulach – leżakach, a niechętnie wchodzi do górnych korpusów uli – stojaków. Stąd drugi wniosek, skierowany do pszczelarzy decydujących się na ule wielokorpusowe, aby na początku nie wprowadzali do nich matek kaukaskich.
Człowiek, obserwując naturę, zauważył, że plastry w barciach mają kształt zbliżony do prostokąta o dłuższym boku pionowym. Stąd był tylko krok do ramki wąsko-wysokiej, a następnym pomysłem było dołożenie plastrów wszerz, na co nie pozwalała barć, ale pozwolił ul leżak. Tak musiało przebiegać myślenie twórców pierwszych uli leżaków z ramkami wąsko-wysokimi.
Pszczelarze chyba nie byli w pełni zadowoleni ze swoich dokonań i dalej wspominali barć, bo doszli do zupełnie odmiennego wniosku niż ich poprzednicy. Skoro pszczoły lokują miód w górnej części plastrów, a poniżej znajduje się czerw, to ramka wąsko-wysoka nie jest najlepszym rozwiązaniem. Najpierw przecięli tę ramkę poziomo na gniazdową i nadstawkową, a następnie, również poziomo, cały ul na części. Tak powstały korpusy. Udało się dzięki temu pozyskiwać więcej miodu.
Odtąd jednak pszczelarz wziął na siebie niełatwy problem zimowania pszczół w ulu wielokorpusowym, czyli na niskiej ramce. Mając taki ul, niewątpliwie możemy się cieszyć, ale musimy też rozumieć związane z nim problemy. Wtedy też będziemy w stanie je rozwiązywać.

fot. Jerzy Jóźwik
Główna zaletą ula wielokorpusowego jest możliwość operowania całymi korpusami zamiast pojedynczymi ramkami. To zdecydowanie przyspiesza pracę. Z faktu istnienia korpusów wynikają również inne korzyści. Pierwsza to możliwość łatwego sprawdzenia obecności mateczników rojowych. Wystarczy uchylić korpus, w którym czerwi matka (pierwszy lub drugi od dołu zależnie od typu ula). Podgląd ramek informuje jednoznacznie, czy są mateczniki. Czas tej operacji jest kilkadziesiąt razy krótszy niż przegląd jednego czy kilku korpusów ramka po ramce.
Następną zaletą jest możliwość łatwego pozbycia się pszczół z korpusów zawierających miód. To może interesować szczególnie właścicieli dużych pasiek, dla których czynność podbierania miodu jest bardzo pracochłonna. Mogą oni wykorzystać jedną z nowoczesnych metod usuwania pszczół z ramek, a mianowicie zastosować repelent (np. aldehyd benzoesowy) albo przegonkę, ewentualnie usunąć pszczoły przy pomocy dmuchawy. Skuteczność tych metod, a szczególnie czas trwania operacji będą tym efektywniejsze im niższe są ramki.
Kolejną korzyścią wynikającą z posiadania ula wielokorpusowego jest możliwość zastosowania mechanicznych odsklepiarek. Sprawa ma się podobnie jak z usuwaniem pszczół. Im niższa ramka, tym tańsza odsklepiarka i szybciej się pracuje.
Mimo niewątpliwych zalet ul wielokorpusowy ma również i wady. Pierwsza z nich to konieczność dźwigania korpusów, nieraz bardzo ciężkich nawet wtedy, gdy są ze styropianu. Ich ciężar szczególnie utrudnia pracę osobom starszym i kobietom. Wyjątkiem jest korpus systemu Apipol.
Drugim mankamentem jest rozbieżność między wielkością rodzin pszczelich a pojemnością korpusów. Chodzi o trudny dla pszczół okres zimowo-wiosenny. Dlatego do wyjątków w Polsce należą pszczelarze, którzy przez cały sezon każą pszczołom zajmować całe korpusy. Stąd też między innymi próby zmniejszenia ich do 8 ramek, co ma również skutki negatywne. Oszczędza to niewątpliwie czas obsługi pasieki, ale równocześnie powoduje zbyt luźną wegetację mniejszych rodzin. To z kolei wpływa na wolniejszy ich rozwój i mniejsze zbiory.
Dlatego w pasiekach niezawodowych lepiej jest prowadzić każdą rodzinę indywidualnie, tj. również dodawać ramki pojedynczo tak jak w ulach tradycyjnych. Oczywiście stosuje się do tego zatwór i boczną matę. Dopiero gdy poszczególne rodziny zagospodarują w całości korpus (lub korpusy), przechodzimy do etapu operowania całymi korpusami. Takie właśnie „kombinowane” podejście pozwala pszczelarzom amatorom na optymalne zbiory miodu z każdej rodziny. Przy indywidualnym prowadzeniu rodzin w ulach wielokorpusowych na wiosnę tracimy więcej czasu niż w ulach tradycyjnych, możemy sobie jednak na tę stratę pozwolić. Natomiast w lecie, gdy przeżywamy maksymalne spiętrzenie prac, ul wielokorpusowy zwróci z nawiązką straty wiosenne i pozwoli na zdecydowanie szybszą i lepszą obsługę pasieki.
Czynności wiosenne
Powstaje zatem pytanie, od jakiego momentu rozpocząć opis czynności w rodzinach pszczelich. W dawnej literaturze za początek sezonu pszczelarskiego uważano wiosnę. Obecnie przesuwa się go na jesień. Jednak bezpieczniej będzie zacząć opis operacji od wiosny, aby nie uciekać od sytuacji trudnych, takich jakie niesie ze sobą życie.
Są dwojakiego rodzaju czynności. Jedne – związane z typem ula, drugie – jednakowe dla wszystkich typów. Przypomnijmy, że interesuje nas gospodarka w ulach: Wielkopolskim, Ostrowskiej, Langstrotha i Apipol.
Oto kolejne operacje, jakie trzeba wykonać.
1. Rodziny pszczele, bez względu na typ ula, po pierwszym oblocie wiosennym należy przejrzeć. Trzeba sprawdzić, czy jest w nich matka i dość pokarmu oraz ścieśnić, czyli usunąć zbędne ramki. W większości naszych pasiek rodziny pszczele na wiosnę mają zbyt wiele ramek. To ochładza gniazdo i opóźnia rozwój. Należy zatem obliczyć powierzchnię części plastrów obsiadanych przez pszczoły i w zależności od wyniku pozostawić odpowiednią ilość plastrów.
2. Czynność „liczenia pszczół” realizujemy w następujący sposób. Po pierwszym oblocie wiosennym, najlepiej w czasie pierwszego przeglądu, staramy się przejrzeć rodzinę, używając jak najmniej dymu, aby pszczoły nie rozbiegły się po plastrach. Następnie szacujemy wielkość powierzchni elipsy zajmowanej przez pszczoły w każdej uliczce. Uliczki zewnętrzne między ścianą lub zatworem a ramką przeważnie pomijamy, gdyż jest tam mało pszczół. Jeżeli jednak byłaby tam znaczna ich ilość, to również tę uliczkę traktujemy jak ramkę. Wzór na powierzchnię elipsy jest następujący: P = pab, gdzie długości a i b są półosiami elipsy. p jest liczbą o wartości 3,14. Wartość liczby p można uprościć i przyjąć jako równą 3. Przypuśćmy, że w ulu po zimie jest 8 ramek wielkopolskich. W gnieździe mamy 7 uliczek między ramkami i 2 uliczki między ramkami a zatworami lub ścianą. W czasie spokojnego przeglądu pszczoły siedzą jak na poniższym szkicu.

rys.1 Schemat przykładu: 8 ramek, 9 uliczek, pszczoły dotykają lewego zatworu a po prawej 2 uliczki są wolne od pszczół.
W omawianym przykładzie pszczoły zajmują 7 uliczek, a 2 są puste. Liczymy, jaką część powierzchni uliczki obsiadają pszczoły, czyli powierzchnię elipsy według powyższych wskazań, a powierzchnię ramki tak jak prostokąta. Dzielimy powierzchnię elipsy przez powierzchnię ramki i otrzymujemy (w ułamku dziesiętnym) stopień obsiadnięcia danej ramki. Wartość ułamka mieści się między zerem a jedynką. Teraz wystarczy tylko zsumować dane dotyczące poszczególnych ramek (uliczek) i otrzymamy ocenę wielkości rodziny pszczelej.
Zsumowanie pozwala nam dość dokładnie ocenić, ile miejsca w naszym ulu potrzebowałyby pszczoły, gdyby na wiosnę chciały siedzieć na całej powierzchni ramek, tak jak robią to w lecie – „na czarno”. Pszczoły tego nie mogą zrobić, bo jest ich po prostu za mało. Może im w tym dopomóc pszczelarz, dostosowując ilość ramek do wielkości rodziny pszczelej. Do tego właśnie potrzebna jest taka suma rodziny. Dla przykładu przedstawionego na załączonym szkicu mielibyśmy następujący wynik:
0,2 + 0,4 + 0,6 + 0,7 + 0,6 + 0,4 + 0,3 = 3,2
Oznacza to, że gdyby pszczoły chciały obsiąść ramki w 100% („na czarno”), potrzebowałyby 3,2 ramki.
3a. Teraz przystępujemy do ewentualnej redukcji ilości ramek w ulach. Zdaniem autora pewną granicą w klasyfikacji rodzin jest wartość 2,5, to znaczy, że dana rodzina obsiada w 100% 2,5 ramki. Ten wynik zaokrąglamy do 3 i pozostawimy takiej rodzinie 3 ramki do obsiadnięcia i 2 ramki okrywkowe. Tak samo zakwalifikowałaby się rodzina z naszego przykładu, po zaokrągleniu też otrzymałaby ona 5 ramek.

rys. 2. Szkic obsiadania poszczegól-
nych uliczek przez pszczoły.
Większość pszczelarzy pozostawiłaby te rodziny na 8 ramkach, przekładając tylko ramkę nr 8 na pozycję między zatworem a ramką nr 1. Motywacja byłaby następująca: pszczołom jest za ciasno, bo siedzą na zatworze. Pszczelarze nie biorą pod uwagę, że w tej uliczce pszczoły zajmują tylko 20% powierzchni. Powierzchnia bez pszczół jest nieogrzewana, czyli schładza gniazdo, tam matka nie złoży jaj.
Teraz zajmijmy się rodzinami, które mają poniżej 2,5 ramek pszczół siedzących „na czarno”. Pozostawienie w takiej rodzinie 2 ramek i 2 okrywkowych byłoby błędem, ponieważ jest zbyt mała masa pszczół, aby ogrzać 2 ramki puste. Należy zostawić 2 ramki i dodatkowo 1 okrywkową. Wówczas rozwijać się będą prawie normalnie. Rzecz jasna, że do siły dojdą nieco później niż rodziny duże, ale znacznie wcześniej niż w przypadku pozostawienia ich na nadmiernej ilości ramek. Nie należy przejmować się tym, że czerw będzie przy zatworze. Zatwór wraz z matą jest izolatorem, a pusta ramka schładzałaby czerw. Dopóki matka ma jeszcze wolne komórki do czerwienia, dopóty nie należy dostawiać ramek.
Powstaje nieraz kłopotliwa sytuacja, gdyż trudno podjąć decyzję, które ramki należy usunąć, gdy jest ich nadmiar, a rodzinę trzeba ścieśnić. W pierwszej kolejności usuwamy puste lub te z małą ilością pokarmu. Nie wolno usuwać ramek zaczerwionych, a zwłaszcza z czerwiem krytym. Natomiast z jajami lub bardzo młodym czerwiem można, bo matka szybko uzupełni braki. Nie warto też usuwać ramek ze znaczną ilością pierzgi. Przy takich kryteriach powstaje dylemat, że trzeba wyjąć z rodziny ramki z dużą ilością pokarmu, który przecież jest potrzebny w ulu. Tak często się zdarza i niestety trzeba je usunąć, choć ten „błąd” należy naprawić o czym będzie niżej.
Warto jeszcze dodać, że pszczelarze amatorzy zimujący swoją rodzinę na dwóch korpusach Wielkopolskich lub Langstrotha zrobiliby dobrze, gdyby sprowadzili swoje rodziny do pojedynczych korpusów, gdyż wtedy wyraźnie poprawiają się warunki cieplne w ulach. Chodzi o to, że im bardziej bryła ramek i pszczół jest zbliżona do kuli, tym mniejsza jest powierzchnia tej bryły i mniejsze straty ciepła. Oczywiście, jeżeli ktoś ma wypróbowany model gospodarki w zimie i na wiosnę na dwóch korpusach, niech przy nim pozostanie. Te ostatnie uwagi nie dotyczą ula Ostrowskiej mającego zawsze dwa korpusy i systemu Apipol, w którym też zawsze są 2-3 korpusy.
3b. Skoro wreszcie uporaliśmy się z trudnym problemem ustawienia gniazd na wiosnę, czyli wybraliśmy jakość i ilość ramek, to zastanówmy się, czy nie wyrzuciliśmy zbyt dużo zapasu. Najczęściej tak bywa i pszczoły będą „głodne”. Oczywiście można zostawić pszczołom bardzo mało pokarmu, aby dotrwały do wierzb, potem do sadów itd. Czy jednak byłoby to właściwe postępowanie? Z pewnością nie. Jeżeli mamy dwie rodziny jednakowej wielkości, ale posiadające różne ilości zapasu, ta „bogatsza” będzie miała prawie dwukrotnie więcej czerwia. Zgodnie z literaturą i obserwacją na każdą ramkę pozostawioną w ulu Wielkopolskim lub Langstrotha powinno być średnio 0,8 kg zapasu. Wówczas należy ramkę z zapasem odsklepić i postawić ją za zatworem. Można ze względów higienicznych podłożyć na dennicę folię. Problem tkwi w zatworze. Pszczoły dołem nie pójdą ze względu na zimno. Najlepiej byłoby wykonać w nim otwór wielkości małego oczka na wysokości 2/3 ramki, licząc od dołu. Można też pszczoły przepuścić górą nad zatworem. Po wyjęciu beleczki między zatworem a sąsiednią ramką kładziemy krótkie beleczki w poprzek zatworu, tak aby pszczoły mogły przechodzić z gniazda do zapasu. Całość, tj. gniazdo i ramkę z zapasem, szczelnie okrywamy matami, aby ramka była w strefie ciepłej. Przy opisanym wyżej ścieśnieniu gniazd pszczoły siedzą dość ciasno i pójdą po zapas. Bez ścieśniania raczej tego nie zrobią. Ramki z zapasem podajemy tak długo, aż w gnieździe znajdzie się pożądana ilość pokarmu, średnio 0,8 kg na ramkę. Korzystamy z zapasów innych uli. Odsklepianie ramek wewnątrz gniazda jest wskazane. Jeżeli w ulach jest mniej pokarmu, to około połowy kwietnia, gdy jest ciepło, można rodziny dokarmiać syropem. Jest to operacja ryzykowna, bo przy nagłym ochłodzeniu pszczoły mogą wylatywać i nie wracać. W takiej sytuacji należy natychmiast wylać syrop z podkarmiaczek. 3c. Ze względu na chemizację rolnictwa ubożeje baza pyłkowa, w której znaczny udział miały kiedyś chwasty i rośliny dzikie. Dlatego na jesieni, a częściej na wiosnę, obserwuje się głód pyłkowy. Na jedną larwę potrzeba 2/3 komórki pierzgi. Stąd można obliczyć, ile pyłku zużyją pszczoły do wychowania. Są to kilogramy. Jeżeli baza wiosennego pyłku (głownie bazie) jest zbyt uboga, należy pyłek dokupić i podać rodzinom według jednego z opisanych w literaturze sposobów. Można też pomóc pszczołom białkowymi namiastkami, np. mąką sojową. Nie pozwalają one jednak na rozwój czerwia. Równolegle musi się znaleźć w ulu pyłek lub pierzga. Lepiej nie mieszać namiastek z pyłkiem i podawać je osobno. Pszczoły same dobiorą odpowiednie proporcje.

rys.3 Sposób udostępniania rodzinie zapasów.
3d. Najbardziej jednak hamuje rozwój wiosenny niedobór wody w ulach. Mało tego, dorosłe pszczoły wylatują po wodę w złą pogodę i giną, a więc zamiast rozwijać się rodzina słabnie. Zwykłe poidełka to rozwiązanie połowiczne. Dobre poidło powinno być ogrzewane np. tzw. kwoką i z góry osłonięte szybą (higiena). Wtedy pszczoły latają do ogrzanego poidła nawet przy temperaturze 5ºC i nie giną.
Najlepszym rozwiązaniem jest podawanie wody bezpośrednio do uli w słojach typu twist. W nakrętce wykonuje się np. 20 otworów o średnicy około 0,8 mm i słój odwrócony dnem do góry stawia się na środku gniazda, tak aby pszczoły miały dostęp do otworów. Do wody można dodać 7% cukru, co zachęci pszczoły do jej pobierania. 4. W punkcie 3 omówiono podstawowe czynności wiosenne przy obsłudze rodzin pszczelich. Sam ul styropianowy nie gwarantuje jeszcze obfitych zbiorów miodu. Jest to normalny ul o określonych zaletach. Osiągane wyniki tak jak w innych ulach zależą od dziesiątków parametrów, za które odpowiedzialny jest pszczelarz.
Po uświadomieniu sobie tego faktu, możemy przystąpić do dalszych działań. Teraz czekamy na dzień, w którym będzie można dostawić pierwsze w nowym sezonie ramki. W pasiekach amatorskich, gdzie pszczelarze mają więcej czasu niż zawodowcy, zależnie od bazy pyłkowej i wielkości rodzin, od połowy kwietnia warto kontrolować sytuację. Trzeba sprawdzić, czy wszystkie matki mają jeszcze wolne komórki do czerwienia. Jeśli już wygryza się młoda pszczoła, a około 80% komórek jest zajętych przez pokarm, pierzgę i czerw, to w rodzinach 5 ramkowych lub większych należy dodać 2 ramki suszu, po jednej z obu stron gniazda, aby nie rozbić bloku czerwia ze względu na możliwość zaziębienia i rozwój chorób. Do rodzin 4 ramkowych lub mniejszych dodajemy jedną ramkę suszu z boku, a po odpowiednim czasie z drugiej strony.
Do połowy maja (tzw. zimnych ogrodników) nie rozbijamy bloku czerwia. W pasiekach amatorskich można w tym czasie prowadzić wyrównywanie rodzin pszczelich poprzez przekładanie czerwia z rodzin dużych do małych. Warunkiem tego zabiegu jest odpowiednia ilość pszczół w rodzinach zasilanych, aby nie zaziębić czerwia. Jeżeli nie ma bardzo wczesnych pożytków, taka operacja jest opłacalna. Osiągniemy przez to gotowość wszystkich rodzin do zbiorów i zminimalizujemy prawdopodobieństwo rójek z rodzin najsilniejszych. Przy takim indywidualnym prowadzeniu rodziny są gotowe do operacji korpusami. Od tego momentu artykułu będziemy omawiać pracę z poszczególnymi typami uli oddzielnie.
4a. Ul Wielkopolski. Jeżeli pszczoły mieszczą się w jednym korpusie, to kolejno dokładamy ramki – najlepiej z suszem – aż do pełnego korpusu, tak aby matka nie czekała na nowe komórki. W wyjątkowych sytuacjach – dobry wziątek z sadów, łąk i rzepaku – można wykorzystać do wstawienia węzę, ale nie więcej niż 2 ramki między czerw. Całe gniazdo dobrze okrywamy matami.
Następną czynnością jest wprowadzenie nadstawki. W zasadzie powinna ona być postawiona po zagospodarowaniu całego korpusu gniazdowego. Między nadstawką a gniazdem kładzie się kratę odgrodową. Dopuszcza się jednak możliwość postawienia nadstawki w sytuacji, gdy spodziewamy się znacznego wziątku, a dolny korpus nie jest całkowicie zagospodarowany (np. 7 ramek). Tyle samo ramek umieszczamy w nadstawce wraz z małym zatworem i stosownym ociepleniem. Po zagospodarowaniu obu korpusów przez pszczoły uzupełniamy jednocześnie dół i górę.

rys.4 Schematy uzupełniania ula Wielkopolskiego z nadstawką:
A – ul i nadstawka niepełne
B – pełne
Takie rozwiązanie eliminuje ograniczenie matki przez nektar, a pszczelarzo – wi pozwala pozyskiwać pierwszy miód. Zamiast kraty odgrodowej stosuje się także rozsunięcie ramek (np. 9 zamiast 10), żeby matka nie opanowała nadstawki. W innej sytuacji znajdują się pszczelarze, którzy zimowali pszczoły na dwóch korpusach i na wiosnę nie zredukowali ich do jednego. Tak postępuje część amatorów i prawie wszyscy zawodowcy, ponieważ nie stać ich czasowo na operacje z pojedynczymi ramkami. Takie ustawienie pszczół nie jest złe, choć z punktu widzenia termicznego nie optymalne. Pominiemy ocenę gospodarki tych pszczelarzy, którzy pozostawiają rodziny na dwóch pełnych korpusach, czyli 20 ramkach.

rys.5 Schematy ustawienia ramek i korpusów z rodziną zajmującą na wiosnę 2 korpusy:
A – ul po zimie
B – po zamianie korpusów
C – po uzupełnieniu ramek
Statystyczny pszczelarz, zimując pszczoły na dwóch korpusach, zostawia najczęściej 2 razy po 5, 6 lub 7 ramek zależnie od wielkości rodziny. Na zimę karmi tak, aby pszczoły zalały i zasklepiły całą górną kondygnację. Pszczoły na jesieni wiążą się w dolnej i jeżeli są dobrze okryte matami, to zimowanie przebiega pomyślnie. Na wiosnę siedzą prawie wyłącznie w górnym korpusie. Tam jest cały pokarm, ciepło, a matce dobrze się czerwi. To niewątpliwa zaleta układu. Wadą jest pewna ciasnota. Matka nieprędko zejdzie do dolnego korpusu. Zanim to zrobi jest przez pewien czas ograniczona. Gdyby rodzina siedziała w jednym korpusie, to dodalibyśmy już co najmniej 2 ramki suszu, które w tym czasie zostałyby zaczerwione. To ewidentna strata.
Pszczelarze czekają, aż połowa matek zacznie składać jaja w dolnym korpusie. Wtedy zawodowcy seryjnie przestawiają korpusy. Na dennicę przychodzi korpus górny z pokarmem, czerwiem i matką, a korpus dolny – prawie pusty – wędruje na górę. Następuje przenoszenie pokarmu na górę, co podobno pszczoły oceniają jako wziątek. Matka przenosi się do górnego korpusu, gdzie jest ciepło oraz pokarm i intensywnie czerwi. Zdarza się, że niektórzy pszczelarze przestawiają korpusy zanim matki zejdą na dół, w celu nakłonienia ich do większego czerwienia. To błąd, gdyż w ulu jest za mało pszczół. Może to nawet doprowadzić do zaziębienia czerwia w dawnym górnym, a obecnie dolnym korpusie. Zawodowcom też można przypomnieć, że przy seryjnym przestawieniu korpusów, gdy w części uli nie wszystkie matki zeszły na dół, popełnią ten sam błąd.
Następną operacją po zamianie korpusów jest uzupełnienie ramek. Czekamy na ten moment aż do całkowitego zagospodarowania obu części korpusów przez pszczoły. Lepiej to zrobić, traktując rodziny indywidualnie. W rodzinach 7 ramkowych warto jednocześnie dostawić na górze i dole po 3 ramki. W rodzinach 5 lub 6 ramkowych dopełnianie byłoby ruchem niebezpiecznym. Najlepiej uzupełnić tylko górę. Pustą przestrzeń dolnego korpusu należy przesłonić choćby folią. Po zagospodarowaniu górnego korpusu przez pszczoły uzupełniamy ramki w dolnym. Jeżeli nie ma w najbliższym czasie znaczących wziątków, dla wyrównania siły rodzin można w czasie uzupełniania ramek rodziny słabsze zasilać czerwiem. W sytuacji, gdy spodziewamy się wziątku, spędzamy dymem matkę na dół i między korpusami kładziemy kratę odgrodową.
4b. Ul Ostrowskiej. W tym ulu pszczoły powinny mieć przez 12 miesięcy minimum 2 korpusy. Wyjątek dotyczy odkładów, ale to nie jest temat wiosenny. Autorka ula dlatego tak zdecydowała, że objętość pojedynczego korpusu byłaby za mała do bezpiecznego zimowania, zwłaszcza że ramka ma wysokość tylko 23 cm. Różnica wysokości 3 cm w porównaniu z ramką wielkopolską to w naszym klimacie „być albo nie być” po zimie dla rodziny pszczelej. Podobnie ma się sprawa z powierzchnią ramek. 10 ramkowy korpus ma powierzchnię plastrów 67,8 dcm2, a dobra matka potrzebuje 106 dcm2. W ulu Wielkopolskim ma ona do dyspozycji 81,6 dcm2 i w zasadzie nie chce czerwić w dwóch korpusach jednocześnie. Natomiast w ulu Ostrowskiej przy obniżonej ramce (23 cm) dobra matka obsługuje 2 korpusy. To jest istotna przewaga nad ulem Wielkopolskim na wiosnę. Po prostu rodziny prowadzone w ulach Ostrowskiej są średnio większe od rodzin z uli Wielkopolskich. Natomiast same operacje wiosenne są identyczne jak z rodzinami zimowanymi w ulach Wielkopolskich na dwóch korpusach. Właścicieli tych uli kierujemy do punktu 4a. Część druga i rysunek przedstawiają schemat operacji z dwoma korpusami ula Wielkopolskiego.
Dla formalności można dodać, że ze względu na mniejszą objętość i raczej większe rodziny w ulu Ostrowskiej są lepsze warunki termiczne i matka szybciej osiąga pułap czerwienia, co ma istotny wpływ zwłaszcza na wcześniejsze zbiory.
4c. Ul Langstrotha. Jest on najstarszym ulem wielokorpusowym na świecie. W swojej ojczyźnie – Ameryce – doczekał się opracowania wielu wariantów obsługi, ale dla pszczoły złotej- amerykańskiej, która składa do 3,5 tysiąca jaj na dobę. Tam matka czerwi na 2 korpusach i pszczoły zimują też na 2 pełnych korpusach, mając zapas pokarmu nawet 30 kg. My ze względów klimatycznych i genetycznych musimy być skromniejsi. Dlatego amerykańskie technologie pracy w tym ulu są dla nas nieprzydatne, natomiast sam ul jest dużą pokusą i wielu zawodowców jest z niego zadowolonych. Amerykański Langstroth jest wyposażony w pojedyncze ścianki drewniane. Ta wersja była lansowana w Polsce i nie przyjęła się ze względu na klimat. Możemy natomiast być dumni, że dość szybko stworzyliśmy własnego Langstrotha. Ul inżyniera M. Hetmana przedstawiony w pierwszej części tego artykułu być może jest pierwszym Langstrothem w świecie wykonanym jako jednolity odlew styropianowy. Ponadto Polska jest potęgą europejską w produkcji uli styropianowych. Można powiedzieć, że wszystkie ule mogą dobrze funkcjonować w naszym klimacie bez styropianu, ale Langstroth nie.
Ul ten cenią szczególnie zawodowcy i jest on najbardziej popularnym w świecie. Nie brak również i amatorów, którzy chętnie go wykorzystują w swoich pasiekach. Istnieje bliskie pokrewieństwo między ulem Wielkopolskim a Langstrothem. Wielkość plastra jest w nich niemal identyczna (L – 8,08 dcm2, W – 8,16 dcm2). Nie ma wątpliwości, że projektant ula Wielkopolskiego wzorował się na Langstrothcie. Zachował powierzchnię ramki, zwiększył wysokość, zmniejszył szerokość. Jeden z korpusów zamienił na nadstawkę. Wszystkie te innowacje świadczą o dużej wiedzy projektanta. Podwyższenie ramki o 3 cm, a ściślej o 3,5 cm (bo górna belka L ma 1,5 cm, a belka W 1 cm), w sposób istotny zmieniło bezpieczeństwo zimowania, tzn. że rodzina pszczela na ramce wielkopolskiej przezimuje prawie zawsze, a na Langstrothcie prawie zawsze spadnie. Oczywiście ul styropianowy Langstrotha w sposób zasadniczy zmienił sytuację. Zwężenie ramki w ulu Wielkopolskim pozwoliło na lepsze ułożenie kłębu, tzn. zbliżenie go do kuli, czyli poprawiło warunki termiczne zimowania. Nadstawka w naszych warunkach klimatycznych pozwala na pozyskanie pierwszego miodu łatwiej niż z Langstrotha. Mimo wieku ul ten zdobywa coraz to nowe tereny.

rys. 6. Schematy wiosennych operacji w ulu Apipol:
A – po zimie, B – po dodaniu jednej kondygnacji, C – po dodaniu dwóch kondygnacji
Przyjrzyjmy mu się zatem bliżej. Ramka niższa od wielkopolskiej o 3 cm zmniejsza różnicę temperatur między górną beleczką a dolną, co pociąga za sobą w okresie wiosennym wyraźne przyspieszenie czerwienia. W rezultacie dwie jednakowe rodziny umieszczone w jednakowo ciepłych ulach styropianowych, Langstrotha i Wielkopolskim, wykażą pewną różnicę w rozwoju. W kwietniu w Langstrothcie będzie więcej czerwia i rodzina prędzej dojdzie do pułapu. Objętość obu korpusów jest jednakowa, ale wysokość 3 kondygnacji różni się prawie o 10 cm. Ma to zauważalny wpływ na zagospodarowanie przez pszczoły, zwłaszcza krzyżowki kaukaskiej, górnych korpusów, co odbija się na zbiorze. Pojemność korpusu Langstrotha (80,8) jest większa od pojemności korpusu Ostrowskiej (67,8), co nie jest obojętne dla zawodowców. Powstaje problem zimowania, ale zastanowimy się nad tym w trzeciej części artykułu.
Prowadzenie pszczół w Langstrothach poza zimą jest identyczne jak w ulach Wielkopolskich. Jeżeli trzymamy pszczoły w jednym korpusie, to analogicznie dążymy do zagospodarowania całego korpusu. Potem, dodając pusty korpus, przenosimy część ramek (4-6) na górę, a dół uzupełnimy. Matkę spychamy na dół i kładziemy kratę odgrodową. Zagospodarowane ramki umieszczamy na dole pod ścianą korpusu, przy której na górze znajdują się przeniesione ramki (chodzi o łączność pszczół i ogrzewanie ula), a świeże ramki – najlepiej susz – stawiamy z jednej strony, nie rozbijając starych z czerwiem. Jeżeli cały dół zostanie zagospodarowany, wtedy przenosimy wybrane ramki na górę i uzupełniamy dół dość dowolnie (np. 4 ramki węzy), bo rodzina jest już silna i szybko opanuje obydwa korpusy.
Jeżeli trzymamy pszczoły w zimie i na wiosnę w dwóch korpusach to realizujemy operację tak samo, jak w dwukondygnacyjnym ulu Wielkopolskim (patrz 4a.).
4d. Ul systemu Apipol. Powstał on w połowie lat osiemdziesiątych w celu realizacji dwóch założeń. Miał to być ul styropianowy przydatny również do wytwarzania ziołomiodów. Pierwsze założenie wynikało z lekkości i ciepłoty, jaką zapewnia styropian. Drugie natomiast miało wprowadzić jak najniższą ramkę, aby po zasklepieniu ziołomiodu można go było wyjąć z ula. Rzeczywiście okazało się, że tempo wytwarzania ziołomiodu i jego ilość w ulach systemu Apipol są 2-3 razy większe niż w ulach tradycyjnych (Warszawski, Dadant), dlatego że zasklepione partie ziołomiodu nie muszą czekać w ulu, aż będzie zasklepiona dolna cześć dużej ramki. Oczywiście miał to być ul przeznaczony również do typowej gospodarki pasiecznej, czyli pozyskiwania również innych produktów niż ziołomiody. Tak też się stało.
Istnieje wiele pasiek, nawet towarowych, w których z powodzeniem funkcjonują te ule, np. pasieka Państwa Jakubców z Bielska-Białej dysponująca 400 ulami tego systemu. Ul Apipol jest szczególnie przydatny przy wziątkach mniejszych i średnich oraz przy produkcji miodów gatunkowych. Dzięki niskiej ramce można łatwo pozyskać miód z sadów, mniszka, nawłoci czy wrzosu. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby w przypadku dużego wziątku postawić nad gniazdem dowolną ilość korpusów. Zaletą systemu jest możliwość zdejmowania korpusów zasklepionych, jak przy ziołomiodach, co znakomicie ułatwia pracę pszczelarzowi i pszczołom. Ponadto w korpusach tych można prowadzić także inną działalność. Ze względów oszczędnościowych (mała ramka) są bardzo wygodne przy produkcji matek, ale o tym w kolejnym odcinku niniejszego cyklu.
Przyjrzyjmy się bliżej możliwościom funkcjonalnym tego ula. Pszczoły zimuje się na 2 lub 3 kondygnacjach, natomiast na wiosnę lepiej jest sprowadzić je do 2 kondygnacji. Prowadzimy je tak jak w jednej kondygnacji ula Wielkopolskiego lub Langstrotha. Po całkowitym zagospodarowaniu obu korpusów możemy spokojnie dodać 3 korpus między 2 istniejące i zależnie od płodności matki i spodziewanego wziątku wprowadzić kratę odgrodową między drugi i trzeci korpus. Istnieje jeszcze inna możliwość. Jeżeli chcemy wynieść rodziny, np. na rzepak i mieć spokój, a rozwój tych rodzin jest akurat na poziomie 2 pełnych kondygnacji, to bez obaw możemy dodać 2 następne. Robimy to w następujący sposób. Odstawiamy na bok obie kondygnacje z pszczołami, na dennicy stawiamy nową pustą, nawet z samą węzą. Na nią stawiamy górną kondygnację z pszczołami, następnie na obie chwilowo ustawiamy dolną z pszczołami. Odymiamy lekko z góry. Matka schodzi poniżej ostatniej kondygnacji. Podnosimy tę kondygnację i kładziemy kratę. Na kratę stawiamy następną pustą z suszem lub węzą, najlepiej mieszaną. Na koniec ustawiamy zagospodarowaną kondygnację na górze i całość zamykamy. Takiej operacji nie da się wykonać w żadnym innym ulu. Zalety, jakie z tego wynikają, to fakt, że nad kratą nie ma zapasów zimowych, a będzie tam czysty miód. Trzecią kondygnację od dołu pszczoły zagospodarują, odbudowując w szybkim tempie, bo jest ona między czerwiem. Dolna kondygnacja jest miejscem dla przyszłego czerwia i jest antyrójkowa, bo zanim pszczoły odbudują kondygnacje nad kratą i zagospodarują dolną minie przeciętnie 3 tygodnie. Nad kratą jest miejsce na ponad 20 kg miodu. (Rys. 6.)
W następnej części cyklu omówione zostaną operacje letnie i jesienne.

Jerzy Tombacher

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s